
Szykowała się świetna zabawa w towarzystwie dobrych znajomych, w tym roku na Mazovię 24 h wybierali się najlepsi długodystansowcy z grona moich znajomych. Swój udział zapowiedział Maciek i Grzesiek. Bywalczyni tej imprezy Monika zamierzała walczyć w towarzystwie ambitnej debiutantki Ewy. Damian zapisał się na start w kategorii solo w ramach budowania formy przed Imagisem. Jak to zwykle bywa, życie pokrzyżowało nasze plany, na starcie pojawiłem się tylko z Damianem. Do tego miałem wystartować na kompletnie nowym rowerze bez należytego przygotowania. Tradycyjnie start odbył się w stylu Le mounde, do roweru biegłem sam, Damian wystartował dwie godziny po wszystkich. Trzydziestostopniowe upały, wymagająca piaszczysta trasa i drętwiejące na nowej kierownicy nadgarstki coraz bardziej podkopywały moją psychę. Po każdym okrążeniu musiałem wlewać w siebie około litra płynów i odpoczywać co najmniej 20 minut. Na trasie powstał spontaniczny punkt regeneracyjny obsługiwany przez miejscowe dzieci. Spragnieni rowerzyści mogli tu dostać kubek wody mineralnej i ochłodę w strumieniu zimnej wody z gumowego węża. Odcinek pętli prowadzący wałem przeciwpowodziowym dostarczał abstrakcyjnych widoków plaży z ludźmi kąpiącymi się w wodzie i popijającymi zimne piwo. Po zaliczeniu ośmiu okrążeń z wdzięcznością przyjąłem propozycję Damiana – zrobiliśmy sobie półtoragodzinną przerwę i obejrzeliśmy mecz Urugwaj – Niemcy. Wieczorem uzbroiliśmy rowery w oświetlenie i ruszyliśmy razem na nocną część maratonu.

Tym razem było przyjemnie chłodno, a my wyprzedzaliśmy kolejnych zawodników. Pomimo tego po dojechaniu na metę postanowiłem udać się do namiotu i przespać kilka godzin. W tym czasie Damian pracowicie zdobywał kolejne kilometry. Siedem godzin snu wlało we mnie świeże siły, postanowiłem dokręcić jeszcze kilka pętli. Z każdą godziną upał wracał na trasę i wysysał z ciała resztki wilgoci. Ty razem nie mogłem sobie pozwolić na chwilę przerwy, przejeżdżając obok naszego namiotu szybko uzupełniałem bidon i jechałem kolejną pętlę. Miałem bardzo wąski margines rezerwowego czasu, musiałem każde okrążenie kończyć po 45 minutach. Na ostatnim okrążeniu nie patrzyłem na zegarek, na metę wpadłem na 3 minuty przed końcem zawodów. Damian już tu odpoczywał, przejechał 17 okrążeń i zajął 54 miejsce. Dało mu to prawo do startu w tegorocznym Imagisie – wyścigu non-stop ze Świnoujścia w Bieszczady. Po przejechaniu 14 okrążeń zająłem odległą 80. pozycję. Najlepszym solistom udało się przejechać ponad 30 okrążeń i około 500 km. Mnie jednak najbardziej zaimponował występ najlepszej dziewczyny – Eli Molendy. Ela przejechała 25 okrążeń i 400 km!
Autor: Marcin
Zdjęcia: Zbyszek Kowalski (Mazovia MTB)
