SHERPAS: Przede wszystkim przyjmij gratulacje za świetny wynik. Czy spodziewałeś się napierania w okolicach pierwszej dziesiątki?
MARCIN: Nie zastanawiałem się nad naszymi możliwościami. Nie miałem karteczki z rozpisanymi międzyczasami na konkretny wynik.
SHERPAS: Jesteście zadowoleni z wyniku? Czy ostrzycie sobie zęby na przyszły rok? Złamanie 11 h?
MARCIN: Bezwzględnie chciałbym wrócić. Jeśli startowalibyśmy razem, to po to, żeby wynik poprawić. Ale jeśli na przykład zabrałbym jakąś dziewczynę, to żeby polecieć na jej wynik.
SHERPAS: Jak to jest biec, chyba mogę to tak nazwać – w czołówce? Chyba pierwszy raz miałeś okazję do czegoś takiego?
MARCIN: W czołówce na głowie biegałem często :) Ale nie w czołówce stawki. Co prawda już na DYMNO lecieliśmy z Adamem w czołówce, ale w zawodach liniowych jest to jeszcze bardziej odczuwalne. Jest to specyficzne uczucie. Z jednej strony obciążenie świadomością tego, że za nami wcale nie są kiepscy biegacze, ale tacy jak my lub lepsi i w każdej chwili mogą nas wyprzedzić. Z drugiej strony niesamowita euforia tego, że leci się za tymi najlepszymi. Na przykład długi odcinek z Cisnej do Smereka przebiegliśmy nie mając kontaktu wzrokowego z żadnym teamem. Taka sytuacja rodzi też inne problemy – trzeba być zdyscyplinowanym, nie odpuszczać sobie. Trudno się motywować. Na kolejnym etapie odpuściliśmy i to się zemściło. Myśli się o swojej pozycji w stawce jako o czymś pewnym, a to w każdej chwili może się zmienić. Bardzo mylące potrafią być rozbieżne informacje podawane przez obsługę, GOPR-owców i kibiców. Na Okrągliku, ni z tego, ni z owego, dowiedzieliśmy się, że jesteśmy na 6 pozycji. Niesamowicie dodało nam to skrzydeł. Po czym na przepaku w Smereku sprowadzono nas na ziemię – byliśmy na 9.
SHERPAS: Czy doświadczenie z AR pomogło Wam na trasie? Czy trudne warunki sprzyjały tym razem osobom wytrenowanym nie w sensie sportowym, lecz w sensie psychicznym?
MARCIN: Tak, dokładnie. Dwa czynniki odegrały rolę – umiejętność poruszania się w niesprzyjającym terenie oraz duża odporność psychiczna na warunki pogodowe. Z jednej strony było to jak długi, bardzo trudny i potwornie szybki treking na rajdzie, z drugiej strony nie był on obciążony jakimkolwiek stresem nawigacyjnym. To jest niesamowity luz psychiczny. Nie ma wybierania wariantów, myślenia o przewyższeniach, nadłożeniu drogi, błądzeniu. Wystarczy to przebiec/przejść i to wszystko.
SHERPAS: A przepaki?
MARCIN: Wydaje mi się, że przepaki robiliśmy szybko i bardzo sprawnie. Przyzwyczajenie do przepaków, na których robi się tylko niezbędne minimum, dawało nam za każdym razem możliwość wyprzedzenia kogoś.
SHERPAS: Czy chętnie powitałbyś jakieś obostrzenia i utrudnienia w regulaminie tego Biegu, na przykład brak przepaków?
MARCIN: Jak na moje potrzeby – mógłby być tylko jeden przepak w Smereku. Pokusiłbym się o zaostrzenie limitu, ale to moja dość egoistyczna propozycja.
SHERPAS: Masz pomysł na inny, konkurencyjny bieg tego typu w Polsce?
MARCIN: Prawdopodobnie większość naszych pasm górskich oferuje warunki do zorganizowania czegoś takiego. A czy byłby popularny? Trudno powiedzieć, w setkach orienterskich jest tak, że co roku Harpagan przyciąga rzesze zawodników, a inne imprezy świecą pustkami. Być może działa tu „prawo pierwszych” – pierwsze imprezy zyskują miano kultowych. Z drugiej strony nastąpił niesamowity przyrost biegaczy w biegowym świecie, biegi ultra i trailowe zataczają coraz szersze koło, stają się dostępne dla coraz szerszego grona. Być może kolejny „rzeźnik” znalazł by równie wielu chętnych.
SHERPAS: Jak oceniasz trasę w porównaniu z zeszłym rokiem?
MARCIN: Tak jak już wszyscy ocenili – mokra, błotnista i śliska. Przez to było trudniej.
SHERPAS: To może kilka pytań o stronę praktyczną tych zawodów. W czym biegłeś i jak trzymało na błocie?
MARCIN: W tym samym co poprzednio. Do Smereka w Salomonach XT Wingsach, a od Smereka w XA Pro. W ogóle nie trzymały na tym błocie. Poza tym XT Wingsy, oba – lewy i prawy – są już pęknięte od podeszwy do podeszwy w poprzek i zgarniają błoto jak łopatka do środka. Miałem stuptuty, ale one kończą się idealnie na tym pęknięciu.
SHERPAS: To jeszcze może parę słów o ciuchach.
MARCIN: Biegłem w dość niefortunnej kombinacji – dobsomy, a pod spodem leginsy 3/4. Same dobsomy są ok, bo są śliskie i nie chłoną błota. Leginsy okazały się zbędne, a nie było czasu się ich pozbyć. Na górze koszulka rowerowa, krótki rękaw, bluza dobsoma (którą w biegu na pierwszych km zdjąłem). W Smereku zmieniłem koszulkę na brubecka i to mi starczyło do mety. Na połoninach było ciut chłodno, ale szkoda mi było czasu na wyjmowanie kurtki dobsoma z plecaka.
SHERPAS: Co jedliście?
MARCIN: Co jadł Grześ – tego Ci nie powiem, bo nie kontrolowałem tego, na pewno często i dużo. Pierwszą rzeczą którą zjadłem była drożdżówka w Cisnej, dała mi dużo powera. W Smereku banan. Później dwa batony corny w okolicach Połoniny Wetlińskiej. Przed zbieganiem do mety jeszcze jeden, na żądanie Grzesia, który myślał, że doda mi to sił – to wszystko.
SHERPAS: Odcinało Ci prąd?
MARCIN: To nie to, po prostu nie miałem wystarczających zasobów energii, wypracowanych na treningach.
SHERPAS: Zbyt mało trenowałeś?
MARCIN: Powiedzenie „zbyt mało” jest sporym nadużyciem. Po prostu „nie trenowałem”. Brakowało mi wszystkiego – siły na podejściach, wytrzymałości, prędkości, odporności stawów i mięśni czworogłowych przy zbieganiu. W drugiej połowie biegu biegaliśmy już tylko te odcinki, które były minimalnie pochylone w dół. Jeśli szło choć leciutko w górę – przechodziliśmy do marszu. Leciałem na starych rezerwach. Nawet bardzo starych ;)
SHERPAS: Co byś doradzał komuś, kto chce wystartować w Biegu Rzeźnika?
MARCIN: Doradziłbym, że jeśli nie ma czasu na trenowanie, to niech nie startuje. A jeśli ma czas – to trening pod kątem biegów górskich – siła biegowa, technika zbiegów. Uważam, że klepanie długich odcinków po asfalcie jest w tym przypadku nieporozumieniem. Oczywiście zakładając, że to osoba, która ma już wybieganą bazę. Wydaje mi się, że rok porządnych treningów i każdy przeciętny biegacz może stanąć na starcie Rzeźnika.
SHERPAS: Jak Ci się napierało z Grzesiem? To wszak Wasz pierwszy wspólny start.
MARCIN: Nie odczułem tego, jakby to był nasz pierwszy start. Miałem momentami wrażenie, jakbyśmy biegali razem od lat. Ze strony Grześka chyba też to musiało dobrze wyglądać, bo bez specjalnych podchodów pod koniec imprezy zaczęliśmy już planować, gdzie by tu dalej wspólnie wystartować.
SHERPAS: Holowaliście się?
MARCIN: Miałem hol, ale zostawiłem go w Smereku, nie miał on sensu. Nasze możliwości były zbyt zbliżone, a rezerwy któregokolwiek z nas zbyt małe, by pociągnąć. Do tej pory z nieufnością podchodziłem do posługiwania się w górach kijkami, nie używałem ich też na rajdach. Tym razem okazały się niezbędne. Rezerwowo czekały na mnie w Smereku, ale cieszę się, że je zabrałem na połoniny. Gdybym ich nie wziął, mielibyśmy dużo gorszy czas. Pomogły na podejściu, ale i niesamowicie przyspieszyły zbieganie w błocie.
SHERPAS: Najgłębsza woda na trasie?
MARCIN: To już zależy, kto mierzył. Nam udało się nie zamoczyć majtek, ale byli tacy, co moczyli ;)
SHERPAS: Dziękuję za rozmowę i życzę Waszemu duetowi dalszych biegowych sukcesów.
Wywiad, fotki: Ula



Gratulacje Marcinie, jeśli jak piszesz nie trenowałeś to Wasz wynik jest bardzo dobry.
Pozdrawiam :)
p.s. Kijki pomagają przy zbiegach? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić, nigdy kijków nie używałem.
— Paweł · cze 11, 00:31 · #
Brawo jeszcze raz !
I kolejnych sukcesów życzę.
— Maciej Kasja · cze 11, 01:37 · #
Mogę tylko potwierdzić – nie trenował ;) ale to nie było zbyt mądre
— Ula · cze 11, 16:17 · #
Dziękuję Wam w Grzesia i swoim imieniu.
Do zobaczenia za rok w Bieszczadach :)
— sahib · cze 12, 14:14 · #
Pawle, zbieganie z kijkami jest naprawdę dobre! Oczywiście to kwestia przyzwyczajenia, bo ich użycie wymaga trochę doświadczenia. Ale bardzo dobrze się spisują – nie tylko odciążają czwórki i przenoszą obciążenie na ręce, ale także dają bardzo dużo kontroli “trakcji”. Ponadto pozwalają regulować długość (szczególnie gdy mowa o przedłużaniu) kroku. Warto spróbować!
— Olek · cze 12, 23:28 · #